piątek, 10 lipca 2026

TAJEMNICA NAJWIEKSZEJ I NAJGŁĘBSZEJ DZIURY GRAWITACYJNEJ NA ŚWIECIE


Poziom morza jest tu o setki stóp niższy niż w reszcie oceanu. 

Zatopiony fragment oceanu ma wielkość Indii. ESA/HPF/DLR

   Drogi Oceanie Indyjskim, proszę się nie obrazić, ale: dlaczego twoja dziura grawitacyjna jest tak duża? To pytanie nurtowało naukowców od czasu jej odkrycia w 1948 roku. Teraz zespół z Indyjskiego Instytutu Nauki (IISc) uważa, że ​​znalazł odpowiedź: „Dziura” w Oceanie Indyjskim powstała z fragmentów zapadniętego dna innego, znacznie starszego oceanu.

   W tajemniczej części Oceanu Indyjskiego przyciąganie grawitacyjne jest znacznie słabsze niż gdziekolwiek indziej na Ziemi. Ta dziura grawitacyjna, największa (i najgłębsza) anomalia grawitacyjna na świecie, jest oficjalnie znana jako Niż Geoidowy Oceanu Indyjskiego (IOGL). (Geoida to teoretyczny model poziomu mórz na całym świecie, którego nieregularności odpowiadają zmianom grawitacji Ziemi).

   Nie ma nic tajemniczego w zmienności grawitacyjnej , która odpowiada różnicom w gęstości podpowierzchniowych (i podwodnych) warstw skał. Niewyjaśniona pozostała wielkość i amplituda anomalii w Oceanie Indyjskim .

    Więcej powietrza niż wody

   Dziura grawitacyjna znajduje się około 1200 kilometrów (750 mil) na południowy zachód od Kanyakumari (znanego również jako Przylądek Komorin), najdalej na południe wysuniętego krańca subkontynentu indyjskiego. Okrągła depresja w oceanie ma powierzchnię około 3 milionów kilometrów kwadratowych (1,2 miliona mil kwadratowych), co stanowi niemal powierzchnię samych Indii. Z powodu niższej lokalnej grawitacji poziom morza w strefie IOGL jest nawet o 106 metrów (348 stóp) niższy niż średnia światowa. To daje ogromną objętość powietrza tam, gdzie powinna być woda. Z przybliżonych obliczeń wynika, że ​​z powodu tej anomalii przemieszcza się około 100 kilometrów sześciennych (25 mil sześciennych) wody.

Vening Meinesz przemierzał oceany w łodziach podwodnych,
 poszukując anomalii grawitacyjnych. Archiwum/Muzeum 
Uniwersytetu w Utrechcie, CC BY-SA 3.0

   Anomalia została odkryta przez Felixa Andriesa Veninga Meinesza, holenderskiego geofizyka, który wynalazł urządzenie do pomiaru grawitacji na morzu. (Nazwano je „Złotym Cielcem” ze względu na kolor i fakt, że marynarze na okrętach podwodnych, którzy mieli go na pokładzie, musieli pozostawać nieruchomo w kojach podczas pomiarów, co było uciążliwe i za co otrzymywali dodatkowe wynagrodzenie).

   Jako pionier grawimetrii podwodnej, Vening Meinesz spędził większość swojej kariery, przemierzając oceany na okrętach podwodnych i statkach badawczych. Odkrył kilka anomalii w polu grawitacyjnym Ziemi, które przypisał tektonice płyt, z których żadna nie była większa ani silniejsza niż ta na Oceanie Indyjskim.

  Wybitny Holender – jednym z jego współpracowników naukowych był geolog BG Escher, brat grafika MC Eschera – myślał w dobrym kierunku, ale jego epoka nie dysponowała mocą obliczeniową pozwalającą na ustalenie bliższej przyczyny. Rzeczywista przyczyna IOGL pozostawała nieznana aż do maja ubiegłego roku, kiedy to czasopismo „Geophysical Research Letters” opublikowało badanie naukowców z IISc.

Vening Meinesz wykonał tę mapę grawimetryczną w 1935 roku.
  Zbiory historyczne Biblioteki Centralnej NOAA / Domena publiczna

    Rozpoczynając odliczanie 140 milionów lat temu, zespół IISc przeprowadził szereg symulacji na superkomputerze, aby zbadać, jak siły tektoniczne i wulkaniczne ukształtowały świat, jaki znamy. Modele, które wytworzyły dziurę grawitacyjną bardzo przypominającą rzeczywisty IOGL, miały jedną wspólną cechę: pióropusze magmy o niskiej gęstości unosiły się, wypierając materiał o wyższej gęstości, osłabiając grawitację tego obszaru.

   Jak to wszystko się wydarzyło

   Oto prawdopodobny scenariusz:
Około 120 milionów lat temu płyta indyjska oderwała się od superkontynentu Gondwany i weszła na kurs kolizyjny z płytą euroazjatycką. To zderzenie ostatecznie doprowadziło do powstania Himalajów. Zanim jednak tam dotarła, płyta indyjska minęła płytę Tetydy, zamykając pradawny ocean o tej nazwie.

Dziura grawitacyjna w Oceanie Indyjskim jest znacznie głębsza
 i większa niż jakakolwiek inna anomalia grawitacyjna.
  ESA – GOCE High Level Processing Facility

   Gdy fragmenty tej płyty – tak zwane „płyty Tetydy” – wnikały głębiej w płaszcz Ziemi, wypierały część materiału uwięzionego w tzw. „afrykańskiej plamie” – bańce magmy wielkości kontynentu, znajdującej się około 1000 kilometrów (600 mil) pod Afryką Wschodnią. Około 20 milionów lat temu ta stosunkowo lekka substancja unosiła się ku powierzchni w postaci pióropuszy.

   Wraz ze strukturą płaszcza w pobliżu niżu geoidy, te pióropusze odpowiadają za anomalię grawitacyjną u południowego krańca Indii, pisze zespół IISc. Chociaż badaczom udało się oszacować wiek niżu geoidy, trudno przewidzieć, kiedy i czy w ogóle kiedykolwiek się on przesunie lub zniknie.

Artykuł opublikowany w Atlas Obscura przez Franka Jacobsa
3 listopada 2023 r.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:


🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

czwartek, 9 lipca 2026

JASKINIE Z MARMURU


Marmurowe jaskinie Chile Chico
Matka Natura prześciga samą siebie, tworząc ten oszałamiająco piękny zbiór jaskiń wyrzeźbionych w marmurze.
Puerto Río Tranquilo, Chile


Marmurowa Katedra, foto : Javier Vieras


Foto : Claudio Barrientos


Foto: Wescottm


Foto: Dominik Saaar

Wykute w patagońskich Andach Cuevas de Mármol znajdują się na półwyspie z litego marmuru, graniczącym z jeziorem General Carrera , odległym jeziorem polodowcowym, które rozciąga się na granicy Chile i Argentyny .

Jaskinia, której gładkie, wirujące, błękitne ściany powstały w wyniku oddziaływania fal uderzających o węglan wapnia przez ponad 6000 lat, odzwierciedla lazurowe wody jeziora, których intensywność i odcień zmieniają się w zależności od poziomu wody i pory roku.

Położone z dala od dróg, jaskinie są dostępne tylko łodzią. Półgodzinne wycieczki organizowane są przez lokalną firmę, jeśli pogoda i warunki wodne na to pozwalają. Najlepszą porą roku na zwiedzanie Jaskiń Marmurowych jest okres od września do lutego, kiedy topi się lód, zasilając jezioro, a kolor wody jest szczególnie urzekający – turkusowy. Jeśli chodzi o godziny, najlepszą porą na rejs łodzią ( lub promem) jest wczesny ranek, aby złapać odpowiednie oświetlenie i zrobić wspaniałe zdjęcia .

Źródło: 
Trevor Elia - Atlas Obscura

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:


🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

środa, 8 lipca 2026

ŚWIETLIKI W JASKINIACH WAITOMO W NOWEJ ZELANDII


Jaskinie Waitomo Glowworm, Nowa Zelandia. 2il org/CC BY 2.0


W 1887 roku wódz Maorysów Tane Tinorau wraz z angielskim geodetą Fredem Mace'em postanowili zbadać jaskinie Waitomo na Wyspie Północnej Nowej Zelandii. 

Na małej tratwie wpłynęli do jaskini, gdzie strumień opadał coraz głębiej.

 Z zapalonymi świecami ostrożnie nawigowali z prądem i w ciemności dostrzegli rozproszone nad głowami gwiazdopodobne światła. 

Tysiące świetlików zwisało spokojnie z sufitu, tworząc wspaniały bioluminescencyjny kosmos. Kolonia robaków przetrwała do dziś, rozświetlając jaskinię niesamowitą niebieską poświatą.

Za to zjawisko w Nowej Zelandii odpowiada gatunek Arachnocampa luminosa, będący endemitem. W przeciwieństwie do naszych tradycyjnych świetlików, te w jaskiniach to larwy muchówek, które wykorzystują bioluminescencję do wabienia ofiar w swoje zwisające, lepkie sieci. 

Nic dziwnego, że jaskinie tego typu cieszą się ogromnym zainteresowaniem turystów








~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:


🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj


ZANIM POWIESZ "RYBA"... TWÓJ MÓZG JUŻ WIE

Zanim wypowiesz słowo - już w Tobie żyje

Czasem czytam o badaniach nad mózgiem i zamieram na chwilę z wrażenia.

Okazuje się, że zanim słowo w ogóle pojawi się w naszej świadomości albo zostanie wypowiedziane, prawie połowa obszarów mózgu już zdążyła się uaktywnić – i to w ciągu zaledwie kilkudziesięciu milisekund.

To nie jest zwykłe „przypomnienie sobie słowa”.

To całe wybuchowe sieci skojarzeń.

Weźmy najprostszy przykład: słowo „ryba”.

Dla jednej osoby uruchomi się kora smakowa – bo pomyśli o smażonym dorszu z masłem i cytryną.

Dla wędkarza – obszary motoryczne: poczuje w rękach ciężar wędki i napięcie żyłki.

Dla kogoś wychowanego w tradycji chrześcijańskiej – włączy się obszar związany z symboliką: ryba = Chrystus, wczesne chrześcijaństwo, tajemnica.

Jedno krótkie słowo.

A w głowie uruchamia się cały mały wszechświat wspomnień, emocji, zapachów, smaków, obrazów i znaczeń.

To mnie fascynuje.

Oznacza to, że język nie jest tylko narzędziem komunikacji.

Jest gęstą, żywą siecią, w której każdy wyraz niesie ze sobą całą historię naszego życia, kultury i doświadczeń.

I nagle rozumiem, dlaczego czasem jedno słowo może nas tak mocno poruszyć. Dlaczego pewne zdania zostają w nas na lata. Dlaczego poezja, modlitwa czy dobra rozmowa potrafią nas zmienić.

Bo zanim je wypowiemy – już w nas żyją.

Czy Wy też macie takie słowo, które uruchamia w Was najwięcej wspomnień i emocji?
Takie słowo które ma najwięcej „warstw”?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:


🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

wtorek, 7 lipca 2026

EDYCJA GENÓW U LUDZI - CZY IDZIEMY W STRONĘ "DZIECI NA ZAMÓWIENIE" ?

6-tygodniowy embrion

Artykuł w „The Guardian” zmusza do refleksji i budzi spory niepokój. Temat edycji genetycznej linii zarodkowej człowieka (czyli zmian dziedzicznych) wraca ze zdwojoną siłą. 

  Z jednej strony słyszymy o ogromnym postępie technologicznym – Crispr-Cas9 i nowsze metody edycji baz genetycznych dają nadzieję na eliminację ciężkich chorób dziedzicznych. Sondaże pokazują, że społeczeństwo w dużej mierze popiera takie zastosowanie.

  Z drugiej jednak strony – coraz głośniej wybrzmiewa pytanie, które budzi prawdziwy dreszcz:

Czy nie zmierzamy prosto w stronę „dzieci na zamówienie”?

  Od leczenia groźnych chorób do wyboru cech wyglądu, inteligencji czy predyspozycji jest znacznie bliżej, niż chcielibyśmy przyznać. Już teraz niektóre kliniki zapłodnienia in vitro współpracują z laboratoriami badającymi edycję genów. Zakazy prawne w wielu krajach mogą nie wystarczyć – zawsze znajdą się miejsca, gdzie regulacje są luźniejsze lub w ogóle ich nie ma.
  
 Najbardziej niepokojące jest to, że argument „bezpieczeństwa” może z czasem stracić na znaczeniu. Gdy technologia stanie się precyzyjna i „bezpieczna”, zostaniemy z pytaniami etycznymi, na które nie jesteśmy gotowi odpowiedzieć:

   Czy człowiek ma prawo „ulepszać” swoje potomstwo?
  Gdzie przebiega granica między leczeniem a projektowaniem człowieka?

  Czy nie stworzymy nowej formy dyskryminacji i nierówności genetycznych – między tymi, których będzie stać na „lepsze geny”, a resztą społeczeństwa?

  To już nie jest science-fiction. To rzeczywistość, przed którą stoimy coraz bliżej.

  Dla mnie osobiście takie doniesienia budzą więcej niepokoju niż fascynacji. Pokazują, jak daleko zaszła ludzka pycha i jak niewiele szacunku mamy czasem dla tajemnicy życia.

 Zastanawiam się, czy edycja genetyczna zarodków powinna być dopuszczona tylko w celach medycznych.

Czy  prędzej czy później przekroczymy cienką linię dzielącą leczenie od „ulepszania” człowieka?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:

🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
  i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

poniedziałek, 6 lipca 2026

CHRZĄSZCZE CENNIEJSZE NIZ ZŁOTO? HISTORIA, KTÓRA POKAZUJE, CO NAPRAWDĘ CENILIŚMY



Czasem natrafiam na historię, która kompletnie wywraca mi myślenie o tym, co ludzie przez wieki uznawali za cenne.


Tęczowe, zielone chrząszcze figowe (Cotinis mutabilis) od dawna są wykorzystywane jako ozdoby w kulturach na całym świecie. Tom Mills


Wyobraźcie sobie społeczność sprzed ponad 2000 lat na terenie dzisiejszego Utah. Nie mieli złota ani srebra. Nie mieli turkusu ani drogich kamieni. A jednak tworzyli biżuterię, która musiała błyszczeć i mienić się w słońcu tak pięknie, że noszono ją jako symbol najwyższego statusu.

Tylko że zamiast kamieni szlachetnych… używali chrząszczy.

Fragment sprzed 2000 lat, prawdopodobnie pochodzący z naszyjnika lub bransoletki z chrząszcza, znaleziony w schronisku Boomerang w południowo-wschodnim Utah, świadczy o wyjątkowym kunszcie. Ryan Belnap


Dokładniej – maleńkich, opalizujących ud chrząszcza figowca. Te drobne, pustewki fragmenty odnóży nawlekano na sznurki z jukki, tworząc naszyjniki i bransoletki.

 Jeden z nich miał aż 212 takich elementów plus wisiorek z muszli morskiej. Żeby go zrobić, trzeba było złapać ogromną liczbę tych owadów, co w tamtym regionie nie było łatwe.

Ponieważ chrząszcz figowiec nie występuje licznie w regionie południowo-zachodnim, gdzie odkryto ten 40-calowy naszyjnik z wisiorkiem z abalonu, nawet zdobycie materiałów do wykonania biżuterii byłoby wyzwaniem. Michael Terlep

I wiecie co? Te chrząszcze były dla nich tym, czym dla nas jest złoto czy diamenty.


Biżuteria została wykonana z maleńkich kości udowych chrząszczy – grubego, pustego segmentu odnóża owada. Michael Terlep


To mnie fascynuje. Pokazuje, że ludzka potrzeba błyszczenia się, wyróżniania i sygnalizowania statusu jest bardzo stara i uniwersalna. Tylko formy się zmieniają.

W XVIII-wiecznych Indiach i Mjanmie ludzie wplatali całe, żywe, mieniące się chrząszcze w szaty i szale. Wiktoriańska Anglia haftowała nimi suknie. A tysiące lat wcześniej mieszkańcy Ameryki Północnej robili z nich biżuterię, którą nosili z dumą.

To nie był przypadek. Błyszczące, iryzujące powierzchnie zawsze nas hipnotyzowały. Czy to chrząszcz, czy diament – chodzi o to samo: o magię światła odbijającego się w niezwykły sposób.

Dziś uśmiecham się, czytając o tym, bo widzę w tym piękną lekcję pokory. To, co uznajemy za „cenne”, jest w dużej mierze umowne. Zależy od kultury, od epoki, od tego, co jest rzadkie i trudne do zdobycia.

A jednocześnie pokazuje coś bardzo ludzkiego – tę głęboką potrzebę piękna, wyróżnienia się i zostawienia po sobie czegoś, co będzie błyszczało jeszcze długo po nas.

Jak myślicie?
Co dzisiaj pełni rolę „chrząszcza” – czegoś efemerycznego, ale dającego poczucie statusu i piękna?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:

🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
  i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

niedziela, 5 lipca 2026

POLKA ZROBIŁA KONKURENCJĘ BOGU? OŻYWIENIE MARTWEJ MATERII I GRANICE TEGO, CO MOŻLIWE

Obraz liposomów SpudCell w superrozdzielczości z zamkniętym genomem i aktywną ekspresją białka. Zdjęcie: Orion Venero/Adamala Lab


   Kilka dni temu świat naukowy obiegła informacja, która brzmi jak science-fiction, a jednak dzieje się naprawdę.

  Prof. Katarzyna P. Adamala – polska badaczka pracująca na Uniwersytecie w Minnesocie – wraz z zespołem stworzyła SpudCell: syntetyczną komórkę zbudowaną od zera z nieożywionych składników chemicznych. Komórka ta potrafi rosnąć, przyjmować pokarm i… się rozmnażać.

 To nie jest kopia istniejącej komórki. To coś nowego – stworzonego w laboratorium. Materia nieożywiona zaczęła wykazywać cechy życia.

 Dla wielu osób takie doniesienie brzmi jak prowokacja. „Człowiek rzuca wyzwanie Bogu”, „przejmuje władzę nad naturą”, „gra w szachy z Stwórcą”. Tytuły bywają sensacyjne, ale pytanie, które za nimi stoi, jest głębokie i bardzo ludzkie:

  Gdzie leży granica między odkrywaniem a stwarzaniem?

 Z jednej strony – to niesamowity krok naprzód. Biologia syntetyczna otwiera drzwi do nowych możliwości: od produkcji leków, przez czyszczenie środowiska, po zrozumienie samego pochodzenia życia na Ziemi. Jeśli uda się stworzyć życie „od zera”, będziemy bliżej odpowiedzi na jedno z największych pytań ludzkości.

  Z drugiej strony – budzi to niepokój. Czy jesteśmy gotowi na taką władzę? Czy etyka nadąży za możliwościami technologicznymi? I czy w pogoni za „postępem” nie zgubimy szacunku dla tajemnicy życia?

 Prof. Adamala nie jest pierwszą osobą, która próbuje zrozumieć, jak z materii nieożywionej może powstać życie. Ale jej praca jest jednym z najdalej idących kroków w tym kierunku. To nie jest już tylko teoria – to działający prototyp.

 Dla mnie osobiście takie odkrycia są fascynujące i jednocześnie pokorne. Pokazują, jak niesamowita jest natura… i jak niewiele jeszcze o niej wiemy. Nawet jeśli człowiekowi uda się stworzyć syntetyczną komórkę, to wciąż będzie to naśladowanie tego, co natura zrobiła miliardy lat temu.

  Zastanawiam się jednak, czy tworzenie życia w laboratorium to akt pychy, czy piękny dowód ludzkiej ciekawości i kreatywności?

  Gdzie przebiega granica, której nie powinniśmy przekraczać?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Moja Flotylla – wybierz swój pokład:


🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link
i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

TAJEMNICA NAJWIEKSZEJ I NAJGŁĘBSZEJ DZIURY GRAWITACYJNEJ NA ŚWIECIE

Poziom morza jest tu o setki stóp niższy niż w reszcie oceanu.  Zatopiony fragment oceanu ma wielkość Indii. ESA/HPF/DLR    Drogi Oceanie In...