czwartek, 30 kwietnia 2026

CO SKRYWA ALNWICK GARDEN ?


Mak lekarski
Sok w makówce Papaver somniferum zawiera różne alkaloidy, w tym morfinę.
Substancja ta do dziś pozostaje jednym z najsilniejszych środków przeciwbólowych na świecie

 Upiorne anegdoty i prawdziwe wydarzenia, w których fitotoksyny posłużyły jako zabójcza broń dotyczą pewnego tajemniczego ogrodu, ale nie tego bajkowego, który znamy z powieści  Burnetta dla dzieci. 


  Ten ogród to Ogród Trucizn.   Rocznie ten ogród przyciąga 800 000 gości w miesiącach letnich, ze względu na ogromne zainteresowanie, zwiedzanie z przewodnikiem odbywa się nawet 20 razy  dziennie. Podczas 30-minutowego spaceru goście prowadzeni są wśród najbardziej zabójczych roślin świata... i edukowani. (...)

  Wizyta w ogrodzie nie zawsze przebiega spokojnie. Drastyczne szczegóły (opowiadanych anegdot i wydarzeń przez przewodników) potrafią niektórych zwalić z nóg. Zdarza się, że zwiedzający mdleją ( 70 omdleń rocznie) - trudno powiedzieć, czy ze słabych nerwów, czy odurzającego zapachu roślin. Czaszki na bramie wejściowej nie są więc jedynie dekoracją, lecz zapowiedzią tego, co kryje się w środku. Ogrodnicy noszą kombinezony ochronne, rękawice i osłony twarzy nie bez przyczyny.


Całość materiału w miesięczniku Świat Wiedzy 5/2026.

~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

środa, 29 kwietnia 2026

METODA SIATKI - JAK PROSTO I NAUKOWO ZWIĘKSZYĆ SAMODYSCYPLINĘ, ZAMIAST ZNOWU 'WALCZYĆ Z SOBĄ"





  „Serce pełne życia, kwiatów i delikatnych połączeń…
Tak właśnie wygląda nasza wewnętrzna siatka nawyków - nie sztywna maszyna, lecz żywy, splątany ogród. Niektóre kwiaty rosną same, inne potrzebują troski i świadomej pielęgnacji.

   O tym, jak delikatnie pracować z tą siatką zamiast walczyć z nią na siłę –
w nowym tekście o Metodzie Siatki Damiana Redmera

  Słuchałam niedawno podcastu z webinaru Damiana Redmera „Metoda Siatki” czyli jak szybko i prosto zwiększyć swoją samodyscyplinę i zmienić dowolny nawyk dzięki odkryciom nauki" . Nie byłam na żywo, więc słuchałam z pewną rezerwą – znowu ktoś obiecuje „szybko i prosto” zmianę nawyków?

   Ale im dłużej słuchałam, tym bardziej coś we mnie „kliknęło”.

   Bo zamiast kolejnego motywacyjnego „musisz chcieć bardziej”, Damian pokazuje schemat działania naszego umysłu – coś w rodzaju mapy, którą nazwał Siatką. Dzięki niej można świadomie wpływać na to, co podświadomie kieruje naszymi decyzjami, chęciami i oporem przed zmianą.

   I wiecie co? To nie jest magiczna pigułka. To po prostu zrozumienie, jak naprawdę działa nasz mózg.

   Co to jest Metoda Siatki?

   W skrócie: nasz umysł nie działa chaotycznie. Nasze myśli, emocje, motywacja i nawyki są powiązane ze sobą jak siatka – 12 kluczowych elementów, które na co dzień kształtują to, co czujemy i co robimy (często bez naszej świadomości).

    Kiedy próbujemy zmienić nawyk „na siłę” (np. „od jutra jem zdrowo / ćwiczę / czytam / wstaję wcześniej”), najczęściej walczymy tylko z jednym elementem tej siatki. Reszta ciągnie nas z powrotem w stare koleiny.

   Metoda Siatki polega na tym, żeby świadomie wpływać na kilka połączonych punktów naraz. Dzięki temu zmiana staje się znacznie łatwiejsza i bardziej naturalna.

   Dlaczego to działa lepiej niż zwykła siła woli?

   Bo opiera się na odkryciach nauki (psychologii, neuronauki behawioralnej), a nie tylko na dobrych chęciach. Damian od ponad 12 lat analizuje badania naukowe i wyciąga z nich praktyczne wnioski.

   Zamiast myśleć „muszę być bardziej zdyscyplinowana”, zaczynasz pytać:
-  Jakie przekonania stoją za moim oporem?
-  Co w moim otoczeniu osłabia moją motywację?
- Jakie małe zmiany w codziennych sygnałach mogę wprowadzić, żeby nowe zachowanie stało się łatwiejsze?

 Jak to wygląda w praktyce? (prosty przykład)

Załóżmy, że chcesz wprowadzić nawyk regularnego ruchu.

   Zamiast powtarzać sobie „musisz ćwiczyć, leniu”, patrzysz na siatkę i pracujesz nad kilkoma elementami:

- Zmiana otoczenia (widoczna mata do ćwiczeń rano).
- Połączenie z istniejącym nawykiem („po kawie od razu 10 minut rozciągania”)
- Przekonanie (zamiast „muszę” → „to inwestycja w moje samopoczucie”)
- Emocje (skupienie się na tym, jak dobrze się czujesz po ruchu, a nie na dyskomforcie na początku)

   Efekt? Zamiast heroicznej walki – stopniowe, coraz bardziej automatyczne zachowanie.

   Moja refleksja 
Dla mnie najcenniejsze w Metodzie Siatki jest to, że zdejmuje z nas presję bycia „super zdyscyplinowanym człowiekiem”. Zamiast obwiniać się za brak silnej woli, zaczynamy rozumieć mechanizm i delikatnie go przestawiać.

   To bardzo współgra z moim podejściem na blogu: widzę mechanizmy, czuję co się ze mną dzieje, wiem co mówi nauka i poszukuję sposobu, który jest dla mnie łagodny i skuteczny.

   Kilka pytań do Ciebie na koniec

 Jaki nawyk chciałabyś/chciałbyś zmienić w najbliższym czasie?
Który obszar (przekonania, otoczenie, emocje, nawyki powiązane…) najczęściej Cię blokuje?
Czy kiedykolwiek czułaś/eś, że „coś ciągnie Cię z powrotem”, choć bardzo chcesz zmiany?

   Napisz w komentarzu – chętnie poczytam i podyskutujemy.

A Ty? 
Jak budujesz swoją samodyscyplinę? Na siłę czy raczej z rozumieniem mechanizmów?

~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

wtorek, 28 kwietnia 2026

KUMULACJA SZKODLIWYCH GENÓW RECESYWNYCH

Diego Valezques - Panny Dworskie, 1656 (detal)

  Ten problem zasygnalizowany w tytule postu pokażę na podstawie historii Małgorzaty Teresy Hiszpańskiej i dynastii Habsburgów:

   Dla dokładniejszego zanalizowania tematu, na końcu postu podaję link do video, na podstawie którego jest ta informacja poniżej przedstawiona.

  Wideo analizuje tragiczną historię Małgorzaty Teresy Hiszpańskiej, znanej z obrazu "Las Meninas", w kontekście niszczycielskiej polityki małżeńskiej rodu Habsburgów.

   Habsburgowie przez ponad 200 lat stosowali chów wsobny, aby utrzymać ogromną władzę i terytoria w rękach jednej rodziny, unikając dopływu "obcej krwi".

   W hiszpańskiej gałęzi rodu ponad 80% małżeństw zawierano między bliskimi krewnymi, co doprowadziło do kumulacji szkodliwych genów recesywnych.

  Skutkiem inbredu była ogromna śmiertelność niemowląt (50% u Habsburgów wobec 20% w innych rodzinach) oraz liczne wady rozwojowe, w tym słynna "habsburska szczęka".

  Małgorzata Teresa była córką Filipa IV i jego siostrzenicy, Marianny Austriaczki, co czyniło jej drzewo genealogiczne zamkniętą pętlą zamiast rozgałęzionego drzewa.

  W wieku 15 lat została wysłana do Wiednia, by poślubić swojego wuja i kuzyna, cesarza Leopolda I, stając się "maszyną do rodzenia dziedziców".

  W ciągu sześciu lat małżeństwa Małgorzata przeszła sześć ciąż, co przy jej słabym układzie odpornościowym doprowadziło do całkowitego wyniszczenia organizmu.

  Z jej dzieci tylko córka Maria Antonia przeżyła niemowlęctwo, ale ona również zmarła w wieku 23 lat po powikłaniach porodowych.

  Małgorzata Teresa zmarła w 1673 roku w wieku zaledwie 21 lat podczas siódmej ciąży, będąc ofiarą systemu, który przedkładał interes polityczny nad życie ludzkie.

   Hiszpańska linia Habsburgów ostatecznie wygasła w 1700 roku wraz ze śmiercią jej brata, Karola II, który z powodu licznych deformacji genetycznych był bezpłodny i niezdolny do samodzielnego życia.


~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

niedziela, 26 kwietnia 2026

CHLEB JAK PITA O INTENSYWNIE ORZECHOWYM SMAKU - CZUJESZ TO?

 Wspominany przez ostatnie dwa posty miesięcznik  "Świat Wiedzy" zawiera jeszcze jeden interesujący artykuł m.in. o zapachu pierwszego chleba na świecie.  Ponieważ nie jest (artykuł) zbyt długi zacytuję go w całości. 

" W społecznościach myśliwych i zbieraczy właściwie nie było hierarchii. Jednak wraz z pojawieniem się rolnictwa (uprawy pszenicy płaskurki) i coraz liczniejszych skupisk ludzi rosło bogactwo, ktorym zarządzała nowa klasa uprzywilejowanych. Posiadanie żywności i decydowanie o dostępie do niej  dawało faraonowi ogromna władzę.



Ceremonia dworska z bochenkami chleba


  Jednak dopiero Egipcjanie około 6000 lat temu stworzyli jako pierwsi prawdziwą kulturę pieczywa na zakwasie z drożdży. Podstawowe pożywienie ludu przybierało dziesiątki kształtów, faraon tez jadał chleb, a nawet dostawał go na ostatnią podroż jako dar umieszczany w grobowcu. Podczas budowy piramid obok wiosek robotników stały piekarnie wielkości boiska i wypiekały tysiące bochenków naraz.

   Pierwsza w dziejach ludzkości kuchnia znajduje się na terenie obecnej Jordanii: 14 tys. lat temu ktoś wpadł tam na pomysł, aby zmieszać zmielone ziarna (spożywane przez ludzi od dawna) ze zmiażdżonymi korzeniami i wodą, a następnie całość upiec. Odtwarzając krok po kroku ów proces w laboratorium, otrzymano coś w rodzaju pity o intensywnie orzechowym smaku. Zapachem przypomina dzisiejsze chleby pełnoziarniste. 

PRZEPIS NA ORYGINALNĄ PITĘ

Składniki:

-2 i1/2 szklanki płaskurki lub jęczmienia w ziarnach,

- 1 szklanka  wody,

- 1 szklanka substytutu drożdży ( na przykład nastawionego piwa lub niezużytego chleba na zakwasie).

PRZYGOTOWANIE:

Ziarna rozdrobnić w moździerzu lub w blenderze. Połączyć wszystkie składniki i ugniatać, aż powstanie lepka, miękka masa. Pozostawić na 4-6 godzin do wyrośnięcia (będzie mało widoczne). Uformować z ciasta cienkie płaskie placki i smażyć na patelni przez parę minut z każdej strony. Mozna tez piec je na blasze w piekarniku lub na żarze. 

~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

piątek, 24 kwietnia 2026

URLOP Z TRANZYSTOREM

 

Na ogół ludzie w okresie przedurlopowym są mniej produktywni fizycznie i intelektualnie. Czekają z utęsknieniem na urlop, jak na zbawienie. 

   A tutaj - czytam w  "Świecie Wiedzy" - niejaki Jack Kilby - inżynier elektrotechnik w 1958 roku w czasie, kiedy współpracownicy przebywali na urlopie - wynalazł coś na miarę Nobla. 

  "(...) Wówczas był zatrudniony w firmie technologicznej Texas Instruments, znanej wówczas przede wszystkim z rewolucyjnych radioodbiorników. "Rewolucyjnych" ponieważ tradycyjne lampy elektronowe zastąpione w nich kompaktowym ( czyli elementami do sterowania sygnałami elektrycznymi), dzięki czemu urządzenia stały się przenośne. 

  Kilby, jako "nowy", w przeciwieństwie do swoich współpracowników nie mógł wyjechać na letnie wakacje, ale dzięki temu miał całe laboratorium tylko dla siebie. Tam opracował pomysł, który 42 lata póżniej przyniósł mu nagrodę Nobla..

   Na czym polegał ten pomysł?

Na połączeniu w jeden element tranzystorów oraz innych składników obwodu elektronicznego - rezystora i kondensatora. W tym celu wszystkie musiały być wykonane z tego samego materiału: półprzewodnika. Można nim bowiem manipulować w taki sposób, aby czasami przewodził prąd, a czasami nie. Na tych dwóch jego stanach, zero i jeden, opiera się do dziś funkcjonowanie prawie każdego komputera na świecie" od ogromnych maszyn po sterowniki zamontowane w migających zabawkach dla dzieci.

  "Układ scalony" stworzony przez Kilby`ego za pomocą lutownicy i pistoletu do klejenia nie wymagał płytki drukowanej ani okablowania, dzięki czemu był stosunkowo mały: wielkości paznokcia u kciuka. Powstał akurat wtedy, gdy  reszta załogi wróciła z wakacji(...)"

~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

czwartek, 23 kwietnia 2026

ZLOTA KREW - NAJRZADSZA KREW NA ZIEMI

    Złotą krew ma mniej niż 50 osób na całym świecie
Kiedy myślimy o grupach krwi, zwykle przychodzą nam do głowy dobrze znane oznaczenia: A+, O–, B– czy AB+. Wydaje nam się, że to już cała paleta możliwości. A jednak natura przygotowała coś o wiele bardziej niezwykłego.

   W najnowszym numerze Świata Wiedzy przeczytałam o poszukiwaniach najrzadszej grupy krwi na świecie. Najbardziej zaintrygowała mnie tzw. „złota krew” – oficjalnie nazywana Rh null (lub Rh zero).Czym właściwie jest „złota krew”?

   Zwykłe czerwone krwinki pokryte są różnymi białkami – antygenami. W układzie Rh (tym samym, który decyduje o plusie lub minusie) jest ich ponad 60.Osoba z grupą Rh null nie ma żadnego z tych antygenów. Żadnego. Jej krwinki są w tym sensie „gołe” – czyste, bez żadnych oznaczeń Rh. Dlatego nie jest ani Rh-dodatnia, ani Rh-ujemna. Jest po prostu Rh zero.

   Nazwa „złota krew” nie pochodzi od koloru (wygląda zupełnie normalnie), lecz od ogromnej wartości, jaką ma w medycynie. Jest tak rzadka, że szacuje się ją na 1 na 6 milionów ludzi. Do tej pory na całym świecie potwierdzono zaledwie około 43–50 przypadków w historii. Aktywnych dawców jest jeszcze mniej – czasem mówi się o zaledwie 9 osobach.

   Dlaczego jest tak cenna?
Paradoksalnie ta „pusta” krew jest prawdziwym skarbem:
Dla osób z bardzo rzadkimi odmianami układu Rh (które wytworzyły przeciwciała przeciwko wielu antygenom) złota krew może być jedyną bezpieczną opcją podczas transfuzji. Działa jak uniwersalny dawca w obrębie trudnych przypadków Rh.
Osoba z Rh null może otrzymać krew tylko od innej osoby z Rh null. Dlatego ci, którzy ją mają, często zamrażają własne dawki na wszelki wypadek.

   Pierwszy przypadek odkryto w 1961 roku u rdzennej Australijki. Początkowo lekarze sądzili, że ktoś bez żadnych antygenów Rh nie ma prawa przeżyć – a jednak ludzie z „złotą krwią” żyją, choć czasem borykają się z dodatkowymi problemami zdrowotnymi (np. łagodną anemią).Co to oznacza dla nas wszystkich?

    Ta historia przypomina, jak mało jeszcze wiemy o ludzkim ciele. Jedna mała mutacja genetyczna – i nagle ktoś staje się nosicielem krwi wartej dosłownie swoje wagę w złocie. Krew, która ratuje życie w sytuacjach, w których zwykła medycyna byłaby bezradna.

   Jednocześnie pokazuje ogromną kruchość i piękno ludzkiej różnorodności. Większość z nas nigdy nie spotka osoby z Rh null. Ale dzięki tym kilku wyjątkowym ludziom medycyna ma szansę pomagać w najtrudniejszych przypadkach.

   Czytałam ten artykuł i pomyślałam: ile jeszcze takich „ukrytych skarbów” nosimy w sobie? Ile tajemnic kryje nasza krew, nasze geny, nasze ciała?

 
 A Wy?
Czy wiedzieliście, że istnieje krew tak rzadka, że nazywają ją złotą?
Czy kiedykolwiek oddawaliście krew i zastanawialiście się, jak bardzo unikalny może być Wasz dar?

   Czekam na Wasze refleksje w komentarzach.
A ja idę dalej „poszukiwać” – bo świat wiedzy nigdy się nie kończy.

~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj

środa, 22 kwietnia 2026

SWOBODNA EKSPRESJA W TAŃCU

by Andrew Atroszenko - "Taniec"

Dzisiaj nie przepracowuję się. Wykorzystałam już istniejące publikacje na temat tańca. 

Oto one:

Oto jak działa taniec z perspektywy psychologicznej:

Regulacja emocji i stresu: 
Taniec pozwala rozładować trudne stany, takie jak frustracja, agresja czy smutek, nadając im formę ruchu. Już 15–20 minut swobodnej ekspresji obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) i podnosi poziom serotoniny oraz endorfin.

Kontakt z ciałem i podświadomością: 
Poprzez ruch docieramy do emocji, których nie potrafimy nazwać słowami. Taniec staje się „lustrem”, pozwalającym dostrzec autentyczne potrzeby i lęki.
Budowanie więzi i oksytocyna: Wspólny taniec (nawet swobodny) sprzyja wydzielaniu oksytocyny, co wzmacnia poczucie przynależności i ułatwia otwieranie się na innych, zwłaszcza u osób nieśmiałych.

Ugruntowanie: 
Choreoterapia pomaga osobom z zaburzeniami lękowymi lub depresją wrócić do „tu i teraz”, odzyskując kontakt z rzeczywistością poprzez fizyczne odczuwanie własnego ciała.

Praktyki takie jak Terapia Tańcem i Ruchem (DMT) są oficjalnie uznaną metodą wspomagającą leczenie m.in. nerwic, depresji oraz problemów z poczuciem własnej wartości

Źródło: 1.Studio Tańca Adelante
             2. Aga Sokołowska



Wtańcz mnie w swoje piękno z płonącymi skrzypcami
Tańczmy przez paniczny strach aż znajdę bezpieczny port
Podnieś mnie jak gałązkę oliwną i zabierz mnie z powrotem do domu
I tańczmy po miłości kres
Tak, tańczmy po miłości kres

Pozwól mi zobaczyć Twoje piękno, gdy nie będzie już świadków
Pozwól mi poczuć, jak się poruszasz, tak jak robią to w Babilonie
Pokaż mi powoli to, czego znam jedynie granice
In tańczmy po miłości kres
Tańczmy po miłości kres

Tańczmy, aż do wesela i nie poprzestańmy na tym
Tańczmy bardzo delikatnie i tak długo, jak się da
Bądźmy ponad naszą miłości i poniżej jej bądźmy też
I tańczmy po miłości kres
Tak, tańczmy po miłości kres

Tańczmy dla tych dzieci, które proszą się na świat
Tańczmy przez zasłony, które noszą naszych pocałunków ślad
Wznieście teraz namiot schronienia, choć każda nić jest rozdarta
I tańczmy po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno z płonącymi skrzypcami
Tańczmy przez paniczny strach aż znajdę bezpieczny port
Pieść mnie nagą dłonią albo w rękawiczce pieść
Tańczmy po miłości kres
Tańczmy po miłości kres
Tańczmy po miłości kres



~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj




wtorek, 21 kwietnia 2026

ROŚLINY A LUDZKA PSYCHIKA - CZY ZIELONE OTOCZENIE NAPRAWDĘ LECZY DUSZĘ?


   Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się wyjść z lasu lub parku i poczuć, jakby ktoś zdjął z Twoich ramion niewidzialny plecak pełen zmartwień?

   Albo usiąść przy oknie, popatrzeć na zielone liście monstery czy sansewierii i nagle zauważyć, że oddech sam się pogłębia, a myśli zwalniają bieg?Nie jesteś sama.

  Od tysięcy lat intuicyjnie szukamy bliskości z zielenią – stawiamy kwiaty na parapetach, spacerujemy po lesie, zakładamy ogródki. Dziś nauka coraz wyraźniej potwierdza to, co od dawna czujemy w ciele i w duszy: kontakt z roślinami i naturą realnie wpływa na naszą psychikę.

  Obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu), poprawia koncentrację, nastrój, a nawet wspiera układ odpornościowy.

   W tym poście chcę spojrzeć na to zjawisko z trzech stron:
– co mówią badania naukowe o forest bathing (kąpieli leśnej),
– jak rośliny domowe wpływają na nasz codzienny stres i uwagę,
– oraz co ja sama zaobserwowałam przez lata, żyjąc wśród zielonego towarzystwa – w domu, w ogrodzie i w chwilach, kiedy najbardziej potrzebowałam spokoju.

   Bo czasem najważniejsze pytanie nie brzmi „czy to działa”, tylko jak bardzo to czujemy.

Biophilia – dlaczego w ogóle ciągnie nas do roślin?

  Już w latach 80. XX wieku biolog Edward O. Wilson sformułował hipotezę biofilii – według niej człowiek ma wrodzoną potrzebę kontaktu z naturą i innymi formami życia. Nie jest to tylko sentyment czy moda. To głęboko zakorzeniona, ewolucyjna potrzeba. Kiedy jesteśmy otoczeni zielenią, nasz mózg czuje się „w domu”.Forest bathing – kiedy las naprawdę „kąpie” nas w spokoju.

  Jednym z najlepiej zbadanych sposobów na wykorzystanie tej więzi jest shinrin-yoku, czyli japońska „kąpiel leśna”. Nie chodzi tu o intensywny marsz czy zdobywanie szczytów. Chodzi o spokojne bycie wśród drzew: patrzenie na światło prześwitujące przez liście, słuchanie szumu wiatru, wdychanie olejków eterycznych wydzielanych przez drzewa (tzw. fitoncydów). 

Przytulona do drzewa, które pamięta więcej niż ja. 
W zielonej sukience wśród jagód 
– tu ono przytula mnie. 
I przez moment wszystko jest dokładnie tak, 
jak powinno być.

  Badania pokazują wyraźne efekty już po 20–40 minutach:
obniżenie poziomu kortyzolu nawet o 12–15%,
spadek ciśnienia krwi i tętna,
zmniejszenie odczuwanego stresu i lęku,
wzrost aktywności komórek NK (natural killers), które wspierają naszą odporność.

   Efekt jest na tyle silny, że w Japonii i Korei Południowej „kąpiele leśne” są oficjalnie zalecane jako forma profilaktyki zdrowotnej. W miastach, gdzie zieleni jest mało, nawet krótki spacer po parku daje zauważalną poprawę samopoczucia w porównaniu do spaceru ulicą pełną samochodów.
  
   Rośliny domowe – małe zielone lekarstwo na co dzień

  Nie każdy ma dostęp do lasu codziennie. Tu z pomocą przychodzą rośliny w mieszkaniu. Coraz więcej badań potwierdza, że sama ich obecność i codzienna pielęgnacja działają kojąco.

  Kontakt z roślinami domowymi obniża poziom kortyzolu, zmniejsza poczucie samotności i poprawia koncentrację. Jedno z badań pokazało, że ludzie wykonujący proste zadanie przy komputerze w pomieszczeniu z roślinami popełniali mniej błędów i odczuwali mniejszy stres niż ci w pustym biurze.

  A teraz coś bardzo osobistego…W moim mieszkaniu stoi siedem doniczek z różami chińskimi. Ich kwiaty są krótkotrwałe – pięknie rozkwitają i po kilku dniach już opadają. Ale kiedy któryś z nich zakwitnie, a każdy ma inny, intensywny kolor, czuję coś wyjątkowego. Stoję wtedy przy oknie i mam wrażenie, że nawiązałam jakąś radosną, niemal magiczną więź z rajem.Od dzieciństwa wyobrażałam sobie kwiaty z raju właśnie tak: kolorowe, z długim pręcikiem, pełne życia i delikatności jednocześnie. Kiedy róża chińska rozkwita, mam wrażenie, że dostaję od świata małą, osobistą wiadomość – przypomnienie, że piękno może być ulotne, a mimo to warte uwagi i zachwytu. Ten moment zawsze poprawia mi nastrój i przypomina, żeby cieszyć się tym, co akurat kwitnie – dosłownie i w przenośni.

Jak zacząć – praktyczne wskazówki

  Nie musisz od razu zamieniać mieszkania w szklarnię. Wystarczy kilka świadomych kroków:

  Zacznij od 2–3 łatwych roślin (np. sansewieria, zamiokulkas, monstera albo właśnie róża chińska).
Poświęć 5–10 minut dziennie na podlewanie i oglądanie liści – traktuj to jak mini-rytuał spokoju.
Spróbuj „mini forest bathing” w parku: 20 minut bez telefonu, tylko patrzenie, słuchanie i oddychanie.
Nawet patrzenie przez okno na drzewa lub rośliny na parapecie daje efekt – badania potwierdzają, że widok zieleni przez szybę też obniża stres.


  Nie chodzi o to, żeby otoczyć się dżunglą w czterech ścianach. Chodzi o to, żeby świadomie zaprosić zieleń do swojego życia i pozwolić jej działać.

   Czasem dusza leczy się najprościej: przez dotyk liścia, zapach wilgotnej ziemi, kolor kwiatu, który rozkwita akurat wtedy, kiedy najbardziej go potrzebujemy.

  A Ty? 
 Masz w domu roślinę, która szczególnie dobrze wpływa na Twoje samopoczucie? Albo miejsce w naturze, do którego wracasz, kiedy potrzebujesz resetu?
Chętnie przeczytam w komentarzach.


~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj




poniedziałek, 20 kwietnia 2026

CZAS VS UWAGA - DLACZEGO "NIE MAM CZASU" CZĘSTO OZNACZA "NIE DAJĘ UWAGI" ?

by Imam Maleki


   Czasem złapię się na tym, że mówię (lub słyszę od kogoś): „Nie mam czasu”. Na książkę, którą chcę przeczytać. Na spacer bez telefonu. Na rozmowę z bliską osobą bez pośpiechu. Na hobby, które kiedyś sprawiało radość.

  I za każdym razem czuję w tym zdaniu pewien dysonans. Bo przecież każdy z nas ma dokładnie tyle samo godzin na dobę – 24. Nie więcej, nie mniej. Skąd więc to ciągłe poczucie braku?

   Coraz częściej dochodzę do wniosku, że „nie mam czasu” to w rzeczywistości kod na coś głębszego: „nie kieruję tam swojej uwagi”. Albo: „to nie jest dla mnie wystarczająco ważne w tym momencie, żeby poświęcić mu skupienie”.

  Uwaga jako najcenniejsza waluta
Psychologia uwagi od dawna pokazuje, że nasza świadomość jest ograniczona. Nie jesteśmy w stanie równocześnie skupić się na wszystkim. Kiedy coś „pożera” naszą uwagę – scrollowanie, powiadomienia, wielozadaniowość – automatycznie odbiera ją czemuś innemu.

  Mówimy „nie mam czasu na czytanie”, a tak naprawdę wieczorem jesteśmy już tak zmęczeni ciągłym przełączaniem uwagi między ekranami, że na książkę nie starcza już mentalnej energii. Mówimy „nie mam czasu na sport”, a prawda jest taka, że wolimy odpocząć przy serialu, bo to wymaga mniej wysiłku attentionalnego.

   W ekonomii uwagi (attention economy) nasze skupienie stało się towarem. Platformy walczą o każdą sekundę naszej świadomości, bo im dłużej tam jesteśmy, tym więcej zarabiają. Efekt? Czujemy się wiecznie „zajęci”, choć obiektywnie nie robimy więcej niż kiedyś.

   Kiedy czas znika – lekcja z flow
Tu z pomocą przychodzi koncepcja flow Mihályego Csíkszentmihályiego – stanu głębokiego zanurzenia w aktywności, w którym czas jakby przestaje istnieć. Godziny mijają jak minuty, bo cała uwaga jest skierowana na jedno zadanie. Warunek? Wyzwanie dopasowane do naszych umiejętności + pełna koncentracja.

   W stanie flow nie narzekamy na brak czasu – wręcz przeciwnie: mamy wrażenie, że go mamy w nadmiarze, bo jesteśmy w pełni obecni.

  To pokazuje coś ważnego: sposób, w jaki kierujemy uwagę, zmienia nasze subiektywne odczuwanie czasu. Kiedy jesteśmy rozproszeni, czas się dłuży (nudne spotkanie) albo ucieka niepostrzeżenie (cały wieczór w telefonie). Kiedy jesteśmy w pełni skupieni na czymś wartościowym – czas płynie harmonijnie.

   Badania potwierdzają, że w flow dochodzi nawet do zniekształcenia percepcji czasu – często wydaje się on przyspieszać, bo tracimy poczucie jego upływu. To piękny paradoks: im bardziej świadomie poświęcamy uwagę, tym mniej czujemy presji czasu.

  Refleksja na co dzień
Zastanów się przez chwilę:
Na co naprawdę kieruję swoją uwagę dzisiaj?
Które aktywności dostają ode mnie „najlepszą” wersję mojej świadomości, a które tylko resztki?
Czy „brak czasu” na rzeczy ważne nie jest czasem wygodną wymówką, za którą stoi brak decyzji o priorytetach?

  Bo uwaga to nie tylko mechanizm poznawczy. To sposób, w jaki kształtujemy swoje życie. To, na co patrzymy, co czujemy, co naprawdę widzimy i wiemy – zależy od tego, gdzie umieszczamy swoją świadomość.

  Lao Tzu podobno powiedział: „Czas jest stworzoną rzeczą. Mówić ‘nie mam czasu’ to mówić ‘nie chcę’.” Brzmi surowo, ale w gruncie rzeczy wyzwalająco. Zamiast walczyć z czasem, możemy zacząć świadomie zarządzać uwagą.

  Kilka pytań do Ciebie (i do mnie)
Która jedna rzecz, na którą „nie masz czasu”, naprawdę zasługuje na Twoją pełną uwagę w najbliższym tygodniu?

   Jak możesz chronić swoją uwagę przed ciągłym rozpraszaniem (np. wyłączenie powiadomień, bloki czasu bez telefonu)?

  W jakich momentach w swoim życiu doświadczasz flow – i jak możesz ich doświadczać częściej?

  Pisanie tego posta samo w sobie było małym ćwiczeniem uwagi. Zamiast scrollować poranne newsy, usiadłam i skierowałam świadomość na ten temat. I wiecie co? Czas nie uciekł. Wręcz przeciwnie – poczułam, że go mam.

A Ty? 
  Na co dzisiaj skierujesz swoją uwagę?
Z serdecznością i ciekawością,
Teresa

Źródła:
Mihály Csíkszentmihályi, Flow. Psychologia optymalnego doświadczenia
Oparte m.in. na badaniach nad stanem flow.


~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj


niedziela, 19 kwietnia 2026

REFLEKSJA O AKCEPTACJI STAROŚCI I POSZUKIWANIU SENSU W PÓŹNIEJSZYM WIEKU - CZĘŚĆ 2


Starzenie się mózgu – czy da się spowolnić „zmierzch” neuronów?

Dzień dobry, drodzy Czytelnicy bloga „Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję”.

W pierwszej części tej refleksji pisałam o tym, jak starość nie musi być tylko stratą – może stać się czasem głębszego sensu, gdy nauczymy się akceptować zmiany ciała i umysłu. Dziś zagłębiamy się w temat, który budzi najwięcej lęku: starzenie się mózgu. Czy „zmierzch neuronów” jest nieunikniony? Czy naprawdę da się go spowolnić? Bez obietnic cudów i magicznych pigułek – tylko to, co potwierdza najnowsza nauka.

   Starzenie się mózgu zaczyna się już około 35. roku życia. Objętość mózgu stopniowo maleje, osłabiają się połączenia synaptyczne, spowalnia przewodzenie impulsów, a poziom neuroprzekaźników spada. Pojawiają się trudności z zapamiętywaniem nowych informacji, wolniejsze myślenie, czasem problemy z koncentracją. To naturalny proces – nie choroba. Ale nie jest on liniowy ani nieunikniony w takim samym stopniu u wszystkich. 

 Neuroplastyczność działa nawet po osiemdziesiątce. Kluczem jest to, co robimy na co dzień. Nauka ostatnich lat pokazuje jasno: pewne nawyki naprawdę spowalniają ten proces. Nie zatrzymują go całkowicie, ale mogą sprawić, że nasz mózg funkcjonuje kilka lat młodziej. 

  Oto co naprawdę działa: sen, ruch, nowe wyzwania umysłowe i kontakty społeczne.

  1. Sen – nocna „pralnia” mózgu
Podczas głębokiego snu aktywuje się układ glimfatyczny, który wypłukuje z mózgu toksyny, w tym beta-amyloid i tau. Zaburzenia snu przyspieszają starzenie mózgu. Osoby ze złą jakością snu mają mózg „starszy” nawet o kilka lat. Dobry, regularny sen to jeden z najsilniejszych czynników ochronnych.

  2. Ruch – lekarstwo na neurogenezę
Aktywność fizyczna zwiększa poziom BDNF – białka, które promuje powstawanie nowych neuronów, poprawia ukrwienie mózgu i zmniejsza stan zapalny. Regularny ruch (aerobowy + siłowy) poprawia pamięć, funkcje wykonawcze i szybkość myślenia. Najnowsze duże badanie US POINTER pokazało, że strukturalny program aktywności fizycznej opóźnił spadek funkcji poznawczych o 1–2 lata w ciągu dwóch lat.

  3. Nowe wyzwania umysłowe – budowanie rezerwy poznawczej
Uczenie się nowego (język, instrument, wymagające czytanie, łamigłówki) wzmacnia połączenia neuronalne i buduje rezerwę poznawczą. Mózg z większą rezerwą lepiej radzi sobie z naturalnymi ubytkami.

   4. Kontakty społeczne – ochrona przed izolacją


Samotność i izolacja to jeden z najsilniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka demencji. Silne, ciepłe relacje obniżają stres, wspierają motywację i chronią funkcje poznawcze.



Najlepsze efekty daje połączenie tych czterech elementów. Akceptacja starości to nie rezygnacja. To świadomy wybór: „Nie zatrzymam czasu, ale mogę zadbać o to, by mój umysł nadal widział, czuł, wiedział i poszukiwał”. Sens w późniejszym wieku rodzi się właśnie z takiej troski o siebie i o innych.

 Na zakończenie refleksji afirmacja starości w wydaniu Wiesława Michnikowskiego
Wesołe jest życie staruszka



  Co Ty na to? 
Który z tych czterech filarów jest dla Ciebie najłatwiejszy do wzmocnienia już dziś? 
Podziel się w komentarzu.

Do następnego wpisu – z ciekawością i czułością,
Teresa

Źródła (wybrane):

Badanie Uniwersytetu Florydy (Brain Communications, grudzień 2025) – nawyki spowalniające starzenie mózgu nawet o 8 lat.

US POINTER Trial (JAMA, lipiec 2025) – strukturalna interwencja lifestyle’owa u ponad 2100 osób.

Przeglądy dotyczące roli snu, ruchu (BDNF), stymulacji poznawczej i izolacji społecznej w starzeniu mózgu (2025)

~~~~~~~~~~~~~

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:🧼 

Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)tutaj link

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

i oczywiście ten blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki na którym się znajdujesz w tej chwili, tj. "Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję" link tutaj


DZIEŃ MATKI I TE, KTORE BARDZO CHCIAŁY... ALE NIE MOGŁY

  Dziś obchodzimy Dzień Matki. Dla wielu kobiet jest to dzień radości, kwiatów i ciepłych słów. Dla innych – bolesne przypomnienie tęsknoty...