Dziś obchodzimy Dzień Matki. Dla wielu kobiet jest to dzień radości, kwiatów i ciepłych słów. Dla innych – bolesne przypomnienie tęsknoty, która nigdy nie została zaspokojona.
Piszę dziś do tych, które bardzo pragnęły być matkami, a ich ciało powiedziało „nie”. Do tych, które przeszły przez dziesiątki badań, hormony, nieudane próby, poronienia i ciche łzy w łazience, gdy kolejny test wychodził negatywnie. Do tych, które stanęły przed decyzją o in vitro.
Chcę napisać o tym z szacunkiem i bez uproszczeń.
Pragnienie, które boli
Bycie matką to jedno z najgłębszych pragnień wpisanych w serce wielu kobiet. Nie jest to „kaprys społeczny” ani „presja kulturowa”. To coś pierwotnego – tęsknota za życiem, które miałoby się rozwijać pod sercem. Kiedy medycyna mówi „prawdopodobieństwo bliskie zeru”, w duszy kobiety otwiera się rana, której nikt z zewnątrz w pełni nie zrozumie.
In vitro staje się wtedy dla wielu ostatnią deską ratunku. Nadzieją. Aktem walki o dziecko, które tak bardzo się pragnie.
I tu zaczyna się najtrudniejsza część.
Ciąża i macierzyństwo po in vitro – radość i cień
Te kobiety, którym się udało, często opisują ogromną radość i wdzięczność. Trzymają w ramionach dziecko wymodlone i wywalczone. Jednak w głębi serca niektóre z nich noszą też rozterki, o których rzadko się mówi głośno:
- Czy to dziecko „naprawdę jest moje” w pełni duchowym sensie?
- Czy sposób, w jaki powstało, nie pozostawia jakiegoś moralnego niepokoju?
- Jak pogodzić ogromną miłość do dziecka z pytaniem o etyczną cenę tej drogi?
Czasem te pytania pojawiają się w nocy, gdy dziecko śpi. Czasem w rozmowie z kimś, kto rzuci niechcący „sztucznym dzieckiem”. Czasem w kościele, gdy słyszą twarde kazanie.
I wtedy czują się bardzo samotne. Bo z jednej strony świat często mówi „byle mieć dziecko, metoda nie ma znaczenia”. Z drugiej – część środowiska religijnego potrafi osądzić je ostro, nie widząc wcześniej ich bólu i łez.
Pytanie, którego nie da się uniknąć
Nauka pokazuje, że in vitro jest procedurą skomplikowaną – zarówno medycznie, jak i etycznie. Tworzone są embriony, z których wiele zamraża się lub niszczy. Kobieta poddawana jest silnej hormonalnej burzy. Ryzyko powikłań jest wyższe. Dziecko poczęte tą metodą nie jest „gorsze” – jest w pełni godne miłości i szacunku. Ale sam proces budzi poważne pytania moralne.
I tu dochodzimy do sedna: miłość do dziecka, które już jest, nie musi oznaczać automatycznego usprawiedliwienia drogi, którą się do niego szło.
Można kochać dziecko z całego serca i jednocześnie mieć w sercu smutek lub niepokój moralny związany z tym, jak ono zaistniało. Te dwa uczucia mogą istnieć jednocześnie.
Szukam prawdy z czułością
Nie piszę tego, żeby kogokolwiek potępić. Piszę, bo wiem, jak bardzo boli brak zrozumienia po obu stronach barykady.
Dla kobiet, które przeszły in vitro i noszą w sobie rozterki – macie prawo czuć to, co czujecie. Wasza miłość do dziecka jest prawdziwa i piękna. Ale Wasze sumienie też ma prawo zadawać pytania.
Dla tych, które wciąż rozważają tę drogę – nie bagatelizujcie głosu sumienia. Warto szukać prawdy, nawet jeśli jest trudna.
A dla nas wszystkich – może w tym Dniu Matki zamiast oceniać, spróbujmy po prostu zobaczyć ból i ogromną tęsknotę za macierzyństwem. Bo za każdym przypadkiem niepłodności stoi konkretna kobieta, która bardzo chciała.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Moja Flotylla – wybierz swój pokład:
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.
🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. link tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli. tutaj link

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz